Uroda

Recenzja kosmetyków Butterfly :)

recenzja kosmetyków butterfly

Jeśli też macie tak jasne karnacje jak ja, czy Hania, to pewnie wiecie, jak ciężko dobrać sobie podkład. U mnie dodatkowym utrudnieniem jest cera naczynkowa, a większość bardzo jasnych podkładów jest jednak różowa… Co powoduje, że przypominam w nich Prosiaczka ;) Dlatego cenię sobie firmy, które potrafią zrobić jasny podkład, ale w ładnym beżowym odcieniu. Moim zdecydowanym faworytem jest pewnie Wam znany podkład z Revlona – odcień 150 jest dla mnie zimą idealny i pięknie kryje (zakrywa nawet mój wiecznie czerwony od zimna nos). Jestem do niego na tyle przywiązana, że już nawet nie szukam alternatywy, ale ciekawość nowinek jednak zawsze wygrywa, dlatego przetestowałam ostatnio matująco-kryjący podkład Verony z kolekcji Butterfly. Dostałam go do testów razem z pudrem mineral silk&lift z Ingrid i różem do policzków również z kolekcji Butterfly.

Mojego pierwszego kontaktu z podkładem Butterfly z pewnością nie można nazwać miłością od pierwszego wejrzenia. Muszę Wam powiedzieć, że w pierwszym momencie mało się nie przewróciłam z wrażenia – ten podkład był za jasny! Po rozsmarowaniu go na twarzy zaczęłam przypominać trupa. Jednak po chwili podkład mocno ściemniał. Naprawdę! Już dawno nie widziałam tak ciemniejącego podkładu. Ku mojemu zdziwieniu idealnie zlał się z cerą… I zniknął. No normalnie zniknął. Nałożyłam drugą warstwę, a on znowu zniknął. Okazało się jednak, że to była kwestia mojego przyzwyczajenia do mocnego krycia Revlona i po kilku dniach się przyzwyczaiłam.
Pomimo ciężkich początków, muszę stwierdzić, że ten podkład całkiem przypadł mi do gustu. Może nie określiłabym go ani kryjącym, ani matującym, ale naprawdę bardzo ładnie stapia się z cerą i po dokładnym przypudrowaniu wytrzymuje większość dnia. Nie wiem, czy po tych 16h, które deklaruje producent, jeszcze bym coś z niego miała na twarzy, ale do 10h wyglądał jeszcze całkiem całkiem. Co do pozostałych obietnic, to faktycznie nie zatyka porów i zapewnia „promienny i zdrowy wygląd”. Wygląda całkiem naturalnie i przypomniał mi, że podkład nie musi zakrywać totalnie cery, żeby wyglądała ładnie. Większych niedoskonałości jednak nie ma szans przykryć, a nakładanie drugiej warstwy jest trudne, ponieważ obie zostają na palcach zamiast na twarzy… Za to nie zbiera się w zmarszczkach, więc nie mam problemu, jeśli przez kilka godzin nie widzę się w lustrze ;)
Podsumowując: całkiem przyjemny podkład, bardzo naturalnie wyglądający, ładnie stapiający się ze skórą. Myślę, że z chęcią będę po niego sięgać jesienią i wiosną, ale na zimę jednak pozostanę wierna mocniej kryjącemu i trwalszemu Revlonowi.

recenzja kosmetyków butterfly Bardzo fajnie używało mi się też pudru z Ingrid. Ma on delikatne krycie, według mnie jest prawie transparentny na twarzy. Matuje praktycznie na cały dzień, nawet późnym wieczorem moja buzia nie świeciła się jakoś przesadnie. Ma fajną, aksamitną konsystencję i ładnie się rozprowadza. Jest mocno sprasowany i nie nakłada się go za dużo na pędzel, dzięki czemu nie fruwa wszędzie dookoła i nie obsypuje się na ubranie. Nie wysuszał mi też twarzy, za co duży plus, bo zimą mam z tym nieraz duży problem.

recenzja kosmetyków butterfly Kosmetykiem, do którego byłam nastawiona najbardziej sceptycznie był róż Butterfly blush. Przerażał mnie lekko jego „dziki” kolor. Generalnie nie używam różu do policzków ze względu na to, że wystarczy mi 5 minut na mrozie i mam swój własny róż na całej twarzy ;) Któregoś dnia, kiedy byłam wyjątkowo blada spróbowałam jednak użyć tego cuda i stwierdziłam, że wygląda całkiem nieźle!

recenzja kosmetyków butterflyDopóki jest nowy, dość ciężko nakłada się go na pędzel. Ze względu na te wypukłe motylki i napis nie nakłada się równomiernie, dlatego musiałam nakładać go okrężnym ruchem i strzepywać nadmiar z pędzla, przez co większa część kosmetyku ulatywała w powietrze i osadzała się na umywalce i podłodze… Trochę zdziwił mnie połysk, jaki ma ten kosmetyk – ja tam jednak lubię, jak coś jest albo różem, albo rozświetlaczem, a nie cudownym połączeniem tych kosmetyków (Chociaż Hania, która uwielbia rozświetloną cerę i  na codzień używa bronzera z roświetlaczem w jednym pokocha ten produkt) ;) No ale trzeba przyznać, że świeci się całkiem ładnie i pewnie będę go używać jako takiego „koła ratunkowego”, gdy będę miała za mało czasu, by bawić się z moimi kuleczkami rozświetlającymi.

A Wy? Używałyście kiedyś któregoś z tych kosmetyków? Jakie są Wasze wrażenia?

Pozdrawiam
Aleksandra Szczepańska