Uroda

Nowości w mojej kosmetyczce Luty

Nowości w mojej kosmetyczce to prawie codzienność. Testowanie nowych produktów i sprawdzanie ich przed wprowadzeniem do sklepu traktuję jako konieczność, która zarazem każdego dnia sprawia ogrom radości i przyjemności z poznawania nowych, cudownych produktów. I tak w ciągu ostatnich kilku tygodni pojawiło się w mojej kosmetyczce kilka perełek, które koniecznie musicie poznać i Wy ;)

Pierwsza rzecz, która uwiodła mnie swoim zapachem i działaniem, to peeling żurawinowy Mokosh. Równocześnie jest to jeden z najczęściej polecanych przeze mnie peelingów dla suchej skóry (m.in. dlatego, że przy złuszczaniu naskórka cudownie nawilża skórę i pozostawia ją bardzo delikatną i miękką). Jak dla mnie to jeden z najwspanialszych produktów dla osób, które lubią solne peelingi z bardzo bogatym składem. Znajdziemy w nim masło shea, olejki roślinne (jak arganowy, jojoba czy olej z wiesiołka), a do tego minerały z Morza Martwego, których znakomite działanie zachwala się od lat. Ponadto wszystkie składniki są certyfikowanymi surowcami organicznymi, co powoduje, że każdy może używać peelingu – nawet kobiety w ciąży :)

IMG_1183a

Kolejny produkt również nie musiał długo przekonywać mnie do swojego działania, ponieważ urzekł już od pierwszego zastosowania i zdecydowanie zostanie ze mną na dłużej. Mowa o niebieskiej glince z BodyBoom, która spowodowała, że w końcu regularnie odżywiam moją skórę tym naturalnym minerałem. To glinka przeznaczona dla suchej i wrażliwej skóry. Cudownie sprawdzi się także w przypadku cery dojrzałej i rewelacyjnie ją odżywi :) Czemu ten właśnie produkt mnie zachwycił? Ma bardzo szerokie działanie, skutecznie oczyszcza pory z brudu, sebum czy resztek makijażu, do tego odżywia skórę i wygładza ją, pozostawiając bardzo delikatną. Podoba mi się też to, że mogę użyć glinki zarówno na twarz, jak i ciało ;)

IMG_1179a

Oprócz powyższych dwóch produktów w kosmetyczce znalazło się także coś, do czego na początku podchodziłam sceptycznie – rękawiczki na paznokcie i koniuszki palców. To niesamowita nowość, która początkowo wydawała mi się zbędnym gadżetem. Jednak kiedy mąż namówił mnie od przetestowania wraz z nim tych cudeniek, moje zdanie zmieniło się diametralnie! Rękawiczki na paznokcie to świetna sprawa przy zniszczonych koniuszkach palców. Rewelacyjnie odżywiają płytkę paznokcia i nasze skórki, które przecież często przy bardzo suchej skórze się zdzierają i kaleczą niemal do krwi :( Tymczasem okazuje się, że te rękawiczki naprawdę pomagają, a ich bogaty skład spowodował, że moje palce wyglądają dziś o wiele lepiej i w końcu także mój manicure jest perfekcyjny.

IMG_1176a

Skoro już mowa o gadżetach… nie mogłabym nie wspomnieć o cudownej szczoteczce do twarzy Luna Play, która także pojawiła się w mojej kosmetyczce. To bardzo malutkie urządzenie wielkości francuskiego makaronika, które – tak jak moje poprzednie szczoteczki Foreo – idealnie oczyszcza skórę twarzy :) Czemu jest więc hitem w mojej kosmetyczce? To bowiem najlepsze urządzenie do zabrania ze sobą na wyjazd. Sama często podróżuję i taki minimakaronik w kosmetyczce zajmuje naprawdę mało miejsca, a przy tym cudownie oczyszcza i pielęgnuje skórę. Mimo tego, że szczoteczka jest niewielka, to jej działanie zdecydowanie nie odbiega od możliwości dużej szczoteczki. Ponadto każda osoba, która boi się od razu zakupić tę dużą, może mniejszą szybciutko przetestować, nie wydając przy tym dużo kasy (widziałam ostatnio, że w Douglasie w tym momencie wspomniana szczoteczka dostępna jest za 99 złotych). Polecam więc każdemu samemu przekonać się o jej działaniu! Wprawdzie Luna Play nie ma możliwości ładowania, ale bateria działa do około 100 użyć, więc dla mnie produkt – jako wyjazdowa szczoteczka – wystarczy co najmniej na dwa lata używania :)

IMG_1165a

To cztery nowości, które mogą stać się zdecydowanym „must have” również w Waszych kosmetyczkach. Jeśli komuś jednak mało – nie martwcie się, ponieważ już niedługo opowiem Wam o kolejnych nowościach idealnych do kosmetyczki :)